Jesienią 2007r. spędziliśmy urlop w małej greckiej miejscowości Kokkino Nero. Dotąd dwukrotnie wypoczywaliśmy w Grecji, na wyspie Korfu. Tym razem chcieliśmy zwiedzić legendarne klasztory, położone na szczytach skał - Meteory, dlatego zdecydowaliśmy się na Grecję kontynentalną. Wybraliśmy Kokkino ze względu na jego malownicze położenie u stóp gór Ossa.
KOKKINO NERO
Na wypoczynek do greckiej miejscowości Kokkino Nero, położonej u stóp gór Ossa, w na terenie krainy - Tesalii wybraliśmy się z katowickim Biurem Usług Turystycznych "ŚLĄSK". Z Katowic wyjechaliśmy po piątej rano, autokarem, wyposażonym zgodnie z ofertą biura. Podróż minęła sprawnie, bez wydłużających się odpraw na granicach, z regularnymi przerwami na rozprostowanie nóg. Tym sposobem następnego dnia rano byliśmy już w Grecji, przestawiliśmy zegarki na czas grecki - o godzinę do przodu. Ok. ósmej rano stanęliśmy na pierwszym w Grecji postoju. By dotrzeć do Kokkino Nero musieliśmy minąć kurorty Riwiery Olimpijskiej, jechać dalej na południe i minąć miejscowość Stomio. Tu zaczęły się górzyste krajobrazy i droga przedzierała się zakolami przez wzgórza. W Kokkino Nero byliśmy ok. jedenastej rano. Wjeżdżając do Kokkino od strony Stomio od razu napotykamy najsłynniejsze chyba miejsce w tej małej miejscowości - źródło czerwonej od zawartości żelaza wody. Od niego właśnie pochodzi nazwa Kokkino Nero, czyli Czerwona Woda.

Od źródełka główna ulica prowadzi do morza. Przy tej drodze, jak i przy jej przecznicach znajdują się niewysokie, zwykle jednopiętrowe apartamentowce. My zamieszkaliśmy na piętrze niebiesko-białego budynku apartamentów Maria. Miejsce to położone jest przy cichej uliczce, przecznicy ulicy głównej. Z okna widzieliśmy sad jadalnych kasztanów i wzgórze, wznoszące się nad morzem. Vis a vis okna znajdował się drugi, parterowy budynek apartamentów Maria oraz położony obok niewielki apartamentowiec Nikos, ze sklepem. Apartamenty Maria położone są wśród zieleni, na ganku rosną roślinki, kwitną kolorowe kwiaty, a wzdłuż balkonu snuje się owocująca winorośl. Nasz apartament to dość spory pokój, w którym znalazły się dwa łóżka, dwa taboreciki, szafa i telewizor. Przy wejściu znajdował się aneks kuchenny z lodówką, dwupalnikową kuchenką gazową, zlewem, podstawowym sprzętem do gotowania wraz z talerzami, sztućcami i kubkami dla dwóch osób. Malutka łazienka: WC, umywalka i natrysk spokojnie wystarcza na potrzeby turystów. Na balkonie znalazł się stolik i dwa krzesełka.

Towarzystwa dotrzymywał nam tam jeden z krążących po okolicy piesków, który upodobał sobie balkony na pierwszym piętrze, licząc na smakołyki z turystycznej kuchni. Warto tu dodać, że jeśli ktoś boi się psów, to w Kokkino musi się przełamać. Włóczy się ich tu sporo - bezpańskich, ale przyjaznych i nieszkodliwych. Z wakacyjnym zakwaterowaniem w Kokkino mieliśmy szczęście trafić na cichych sąsiadów (a to ważne w miejscu, gdzie balkon tuż przy balkonie sprawia, że chcąc nie chcąc słyszy się każdą rozmowę, nie mówiąc już o nieuniknionym "uczestnictwie" w imprezach) i przemiłą właścicielkę apartamentów. Całe dnie pani Maria spędzała krzątając się po obejściu, a efekty nietrudno było zauważyć - możemy śmiało powiedzieć, że jej apartamenty są schludne i zadbane. Pani Maria pierwszego dnia przedstawiła nam się i zrobiła na migi krótki instruktaż użytkowania kuchenki gazowej, żeby nie było "buum". Każdego dnia witała nas uśmiechem i radosnym "kalimera", a wieczorami podrzucała jabłka, czy gotowe do zjedzenia, ciepłe kasztany. Na śniadania jadaliśmy świeże, jeszcze ciepłe bułeczki z piekarni przy głównej ulicy. Zawsze skusiliśmy się też na któryś z wyrobów ciastkarskich: zasmakowały nam spore ciastka o różnym kształcie z polewą i nadzieniem z białej lub ciemnej czekolady, o smaku podobnym do naszych pączków. Najpyszniejszym wyrobem piekarskim okazała się jednak podłużna bułka z nadzieniem z mielonego mięsa, jadaliśmy ją na śniadania, jeszcze ciepłą, prosto z piekarni. Zaopatrzenie pozostałych sklepów w przeciwieństwie do piekarni specjalnych zachwytów nie budziło. Sklepy mięsne - były (i tyle). Trudno zrozumieć z czego się utrzymują, bo problemem było znaleźć w nich świeże mięso, drób, czy wędliny. Pozostawały więc "markety", czyli niewielkie wielobranżowe sklepy samoobsługowe. Można tu kupić drób, czy ryby mrożone, wędliny, czy sery w folii, słodycze alkohol i inne artykuły, nie tylko spożywcze. Przebojem pozostaje oryginalny grecki ser feta, który ma tam konsystencję i smak zupełnie inne, niż znane nam z kraju sery, nazywane ostatnio uczciwie "ser typu feta". Warzywa i owoce w marketach pozostawiają wiele do życzenia, głównie dlatego, że konkurencją w tej dziedzinie jest przejeżdżający codziennie przez Kokkino samochód, zaopatrujący chętnych w świeżutkie owoce i warzywa. Markety (z wyjątkiem Nikosa), sklepy i piekarnie znajdują się przy głównej ulicy. Schodząc tą ulicą w dół możemy skorzystać też z miejscowej gastronomii: trafimy najpierw na fastfood, dalej na kolejne tawerny. Jeśli dojdziemy tą drogą aż do morza i skręcimy w prawo, możemy coś zjeść w jednej z tawern, znajdujących się przy głównej, kamienistej plaży.

Kilka ławek i latarni wzdłuż plaży głównej tworzą namiastkę promenady. Stoliki tawern wystawione są też przy plaży. Tawerny i cała promenada zdecydowanie lepiej prezentują się oświetlone, wieczorem. Dalej droga prowadzi do "Skweru pod Platanami" i wychodzącego w morze kamienistego cypla, dzielącego plażę główną na dwie części. Część położona za cyplem jest żwirowa, a przy niej znajduje się bar przy plaży. Od "Skweru pod Platanami" uliczka prowadzi od morza w górę, równolegle do głównej ulicy, tyle, że tu już nie ma tawern, ani sklepów. To po prostu droga, prowadząca w górę, do położonych na stokach wzgórz domów Greków, mieszkańców Kokkino i ich przydomowych sadów kasztanów jadalnych, drzew oliwnych, a także do drogi, prowadzącej z Kokkino Nero, do położonych dalej miejscowości letniskowych: Koutsoupia i Paliouria. Idąc tą drogą w górę, w stronę przeciwną do morza można dojść do małego wodospadziku, miejsca, gdzie woda spływa z gór, a dalej wejść na wzgórza nad morzem, z których rozciągają się malownicze widoki. Część turystyczna Kokkino jest tak niewielka, że jeden spacer wystarczy na odkrycie wszystkich interesujących miejsc. Część zamieszkana przez Greków zajmuje większy teren, położony wyżej i oddalony nieco od morza. Tylko od inwencji turystów, chęci do spacerów i wspinania się na wyżej położone tereny zależy, czy wybiorą się w górę stoku, by podziwiać sady kasztanów jadalnych i spojrzeć z góry na panoramę miejscowości i morze. Z pewnością więcej znajdzie się takich turystów, których spacery będą się ograniczały do wypraw na plaże. Tak, tak: "wypraw". bo Kokkino to zdecydowanie nie miejsce dla kochających gorący piasek plażowiczów. Plaża główna jest zdecydowanie niesprzyjająca plażowaniu, bo kamienista. Jest tu kilka plaż żwirkowych, ale do nich trzeba dojść nieco dłuższym spacerem. Na prawo od plaży głównej, za cyplem znajduje się plaża żwirowa, a jeszcze dalej plaża z drobnego żwirku, przypominającego piasek. Nie da się jednak dojść do niej wybrzeżem. Musimy wejść na drogę, prowadzącą do miejscowości Koutsoupia, udając się w kierunku tej miejscowości zejść z drogi ścieżką prowadzącą w stronę wybrzeża. Z plaży głównej możemy też dojść do jeszcze innej plaży: idąc w lewo, w stronę skał na końcu zobaczymy kamienne schody, prowadzące na wzgórze przy wybrzeżu. Schody przechodzą w ścieżkę, prowadzącą wzgórzem wzdłuż wybrzeża, która zaprowadzi nas do malowniczej zatoczki, ze żwirową plażą Tsiligiorgos. Najdalej położona jest Platja Amos, do której dojdziemy udając się drogą w kierunku Stomio i pokierują nas drogowskazy. To także drobnożwirkowa plaża, przy której znajduje się tawerna. My dotarliśmy do jeszcze innej, plaży, prywatnej, do której doprowadziła nas ścieżka, schodząca w dół z drogi na Stomio, biegnąca w ukryciu między prywatnymi poletkami. Ta maleńka, malownicza zatoczka ze żwirowo-kamienistą plażą urzekła nas kolorami otaczającej ją roślinności.

Niewątpliwym walorem plaż Kokkino Nero jest ich malownicze położenie - wszystkie stanowią większe lub mniejsze zatoki, często otoczone wzgórzami, porośniętymi bogatą roślinnością. Uwagę zwracają też skały i duże kamienie, wchodzące w morze. Kamienisto-żwirowe plaże mają ten plus, że morze przybiera niesamowitą kolorystykę, a woda pozostaje niezmącona i przezroczysta, stanowiąc atrakcję dla miłośników nurkowania. Podwodny świat w tutejszym morzu obfituje w różne żyjątka od rybek po meduzy i ośmiornice. Są też i minusy kamienistego dna - jeżowce, na które trzeba uważać, by uniknąć dotkliwego zranienia stopy.

Na rozmaite żyjątka możemy się natknąć także spacerując dróżkami Kokkino i okolic. Na słońcu wygrzewają się jaszczurki, które szybko umykają, słysząc ruch. Podczas jednego ze spacerów natknęliśmy się na wygrzewającego się w słońcu węża. Mieliśmy szczęście, że wybrał sobie asfaltową drogę i mogliśmy go spokojnie ominąć. Jeśli rozejrzymy się wokół dostrzeżemy różne gatunki ptaków, wśród których prym wiodą jaskółki. A wieczory umilą nam koncerty cykad. Co oprócz walorów krajobrazowych ma do zaoferowania Kokkino? Na pewno warto odwiedzić miejscową małą cerkiew, odbiegającą architektonicznie od znanych nam z kraju kościołów. Można też zrobić spacer do źródełka Kokkino Nero i znajdującego się kawałek dalej mostu bizantyjskiego. Kawałek za źródełkiem znajduje się drogowskaz wskazujący dróżkę prowadzącą do mostu. Mostek jest niewielki, kamienny, ukryty w bujnej zieleni. Oprócz zorganizowanych na własną rękę wycieczek pieszych lub autostopowych (w sezonie kursuje też autobus do stolicy regionu - Larisy) turyści mogą skorzystać z wycieczek fakultatywnych organizowanych przez jedyne w Kokkino Nero biuro podróży - Filoktitis Travel. Biuro znajduje się przy głównej ulicy, pracują w nim polscy rezydenci, którzy oprócz organizacji wycieczek służą radą i pomocą w rozmaitych sprawach od wskazania drogi po zorganizowanie pomocy lekarskiej. (w Kokkino nie ma lekarza, ani apteki, dobrze zatem zabrać z sobą podstawowe leki). Kokkino Nero, choć to miejscowość turystyczna, nie oferuje wielu rozrywek. Rozczarowani mogą się tu poczuć nie tylko miłośnicy piaszczystych plaż, ale i życia nocnego w lokalach oraz bywalcy dyskotek. Pod względem tego typu lokali Kokkino odbiega zdecydowanie od tego, co oferują kurorty Riwiery Olimpijskiej. Szkoda, że mieszkańcy Kokino ograniczyli się do zbudowania apartamentów i otwarcia paru tawern, a nie pomyśleli o poszerzeniu oferty turystycznej o choćby wypożyczalnię rowerów, czy skuterów, czy przystań z wypożyczalnią sprzętów wodnych.