Zupełnie przypadkiem spędziliśmy ostatnio blisko 50 godzin w Szwecji;-)
Kilka miesięcy temu szukając połączeń lotniczych w zupełnie innym kierunku trafiliśmy na promocję, z której jasno wynikało, że za cenę jednego biletu na IC z Katowic do Warszawy możemy oboje przelecieć się na trasie Katowice - Sztokholm Skavsta - Katowice. Nie zastanawialiśmy się długo tylko od razu zestawiliśmy ze sobą pasujące nam terminy, a do zagospodarowania pozostały nam dwa dni pomiędzy przylotem, a odlotem. Oczywistym wydawało się zwiedzanie Sztokholmu, ale dosyć szybko zrezygnowaliśmy z tego pomysłu. Po pierwsze lotnisko Sztokholm Skavsta zlokalizowane jest w odległości ok. 100 kilometrów od stolicy Szwecji, a po drugie nasze loty przypadały na godziny wieczorne co znacznie skróciłoby nam czas pobytu w Sztokholmie.
W związku z tym postanowiliśmy przyjrzeć się bliżej mapie i tym sposobem trafiliśmy na małe miasteczko Nyköping, które mieści się w odległości zaledwie 7 km od lotniska.
Po przejrzeniu kilku stron internetowych - szczególnie polecamy Visit Nyköping - stwierdziliśmy, że to fajne, spokojne miejsce, więc przy użyciu serwisu booking.com zaczęliśmy rozglądać się za miejscem do spania. Od razu spodobał nam się Railway Hostel, który nie dość, że jest dogodnie zlokalizowany, to jeszcze proponował rozsądną cenę za noclegi.
W tym momencie pozostało nam już tylko zabookować bilety na samolot, zarezerwować hostel, no i cierpliwe czekać na wylot;-)

Ponieważ do Szwecji mieliśmy lecieć dopiero wieczorem, to wcześniej byliśmy jeszcze w pracy. Pakowania wielkiego nie było, bo zabieraliśmy ze sobą tylko bagaż podręczny.
Wszystko poszło zgodnie z planem i parę minut po 21-wszej wylądowaliśmy na lotnisku Sztokholm Skavsta. Swoje pierwsze kroki skierowaliśmy do kasy i zakupiliśmy bilety autobusowe na lokalne połączenie do Nyköping. Był to pierwszy i ostatni raz kiedy płaciliśmy za coś gotówką, bo tak naprawdę, to z tego co widzieliśmy, w Szwecji wszędzie są czytniki kart i można nimi płacić kupując nawet drobiazg, że wymienimy chociażby bilety u kierowcy w autobusie czy kawę lub gazetę w kiosku.
Do Nyköping z lotniska Sztokholm Skavsta jeżdżą dwa autobusy 515 i 715, które kursują mniej więcej co pół godziny. Przejazd trwa ok. 10 - 15 minut, a bilet kosztuje 23 SEK od osoby.
My wysiedliśmy na 4-tym przystanku, który zlokalizowany jest przy dworcu kolejowym, a stamtąd po kilku chwilach dotarliśmy do Railway Hostel.
Jeszcze przed wylotem sygnalizowaliśmy właścicielce hostelu, że przyjedziemy wieczorem. Na to w odpowiedzi zwrotnej otrzymaliśmy kod do recepcji oraz sejfu, w którym czekała na nas koperta z kluczem do naszego pokoju.
Po rozpakowaniu bagażu i toalecie poszliśmy spać.

Obudziliśmy się jak zwykle wcześnie i aby umilić sobie poranek postanowiliśmy skorzystać z gościnności hostelu i poszliśmy przygotować sobie kawę w aneksie kuchennym, który znajduje się przy recepcji. Przy okazji przejrzeliśmy materiały i mapy związane z miasteczkiem, które przygotowane są dla gości i każdy może bezpłatnie z nich korzystać.

Po kawie poszliśmy zobaczyć dworzec. Ładnie podświetlony budynek z czerwonej cegły już w nocy bardzo nam się spodobał, a i o poranku dalej robił na nas wrażenie. Był czysty, nie śmierdział jak przeciętny dworzec w naszym kraju, a i dwa pociągi, które widzieliśmy w tym czasie przyjechały i odjechały zgodnie z planem.

Z dworca wróciliśmy do pokoju, spakowaliśmy kilka drobiazgów i poszliśmy w kierunku centrum. Po kilkuminutowym spacerze dotarliśmy do głównej ulicy miasteczka Västra Storgatan, która doprowadziła nas do rzeki Nyköpingsan. Wzdłuż rzeki prowadzi ścieżka - szlak, którym można dojść aż do portu. Jest ona zarazem największym szwedzkim muzeum pod gołym niebem, gdyż na całej jej długości w różnych miejscach umieszczono tabliczki informujące o historii mieszczących się tam obiektów. Po drodze oglądaliśmy zabytkowy młyn wodny oraz stary browar, w którym obecnie organizowane są wystawy rękodzieła miejscowych artystów, min. ceramiki.

W końcu dotarliśmy do jednej z głównych atrakcji Nyköping, czyli zamku Nyköpinghus. Jednak nim weszliśmy na teren zamku wspięliśmy się na położoną w pobliżu zamku uliczkę, przy której znajdują się zabytkowe tradycyjne domki rybackie. Bardzo spodobały nam się malutkie kolorowe domki, położone na wzniesieniu, zatem zrobiliśmy sporo zdjęć, po czym udaliśmy się do położonego nad rzeką zamku.
Pierwsze zabudowania zamku pochodzą z XII wieku, jednak na przestrzeni lat zmieniała się funkcja zamku, w XVI wieku średniowieczna fortyfikacja została przebudowana i zamieniona w renesansowy pałac, który jeszcze w tym samym wieku spłonął, później jego część służyła jeszcze jako rezydencja, a to co dziś możemy zobaczyć jest w większości rekonstrukcją zamku powstałą w XX wieku, opartą m. in. na odkryciach archeologicznych. Z zamkiem związana jest mroczna historia z grudnia 1317 roku, kiedy to król Szwecji Birger uwięził tu swoich braci Eryka i Waldemara, klucz wyrzucił do przepływającej pod zamkiem rzeki, skazując braci na śmierć głodową. Obecnie klucz jest jednym z symboli miasta, który możemy spotkać na każdym kroku, np. w postaci kolorowego klombu z kwiatów.

Z zamku, trzymając się w dalszym ciągu szlaku przy rzece, doszliśmy do portu. Na deptaku przy nadbrzeżu zlokalizowanych jest kilka restauracji, gdzie można posilić się i odpocząć przyglądając się zacumowanym opodal łodziom. Idąc dalej nadbrzeżem przyglądaliśmy się dzikim gęsiom, których niesamowicie dużo pływało tu i spacerowało po drewnianych pomostach, robiąc przy okazji sporo hałasu wydawanymi dźwiękami.

Z portu wróciliśmy do centrum, a tam wpadliśmy najpierw do McDonald'sa, czyli do jednego z dwóch miejsc w Nyköping, w których można skorzystać z bezpłatnego dostępu do Internetu. Odwiedziliśmy też kilka sklepów, a właściwie centrów handlowych, które wkomponowane są tak w budynki mieszczące się wzdłuż ulicy, że z zewnątrz wyglądają jak zwykłe sklepy. Najwięcej pamiątek zakupiliśmy w Hellmanska Garden, czyli jednym z najpopularniejszych miejsc w Nyköping, które posiada blisko 300-stu letnią tradycję. Są to sklep, restauracja i cukiernia zlokalizowane w jednym miejscu.

Ponieważ zgłodnieliśmy i po spacerze, i po zakupach, to postanowiliśmy coś zjeść. Planowaliśmy, że będzie to szwedzkie danie "Pokusa Janssona" jednak o dziwo nie udało nam się na nie nigdzie trafić. Bez problemu zamówicie w Nyköping dania z kuchni azjatyckiej, kilka rodzajów włoskich dań makaronowych czy chociażby grecką musakę, ale nie "Pokusę". W związku z tym zdecydowaliśmy się na pieczone ziemniaki w sieci barów Sandys. Porcja kosztuje 69 SEK, a do wyboru jest kilka dodatków, z których my wybraliśmy sos curry z kurczakiem. Po obiedzie poszliśmy się czegoś napić do Caffe Latte, które jest drugim miejscem Nyköping z darmowym wi fi. Z Caffe Latte wróciliśmy do hostelu, gdzie postanowiliśmy trochę odpocząć i nabrać sił na wieczorny spacer.

Ok. 20 wyruszyliśmy zobaczyć jak wygląda miasto nocą. Tym razem poszliśmy główną drogą, którą jeździ autobus, a która również doprowadziła nas do portu i pięknie oświetlonego po zmroku deptaku na nadbrzeżu.

Z portu poszliśmy do centrum, które zaskoczyło nas tym, ze przypominało wymarłe miasto. Wszystkie sklepy i lokale tętniące jeszcze kilka godzin wcześniej życiem były zamknięte, a ludzi po drodze mijaliśmy z rzadka.
Włócząc się po ulicach zauważyliśmy, że Szwedzi praktycznie nie wieszają w oknach firanek, a co najwyżej pojawiają się w nich czasem żaluzje. Nie trzeba być wcale wścibskim aby zobaczyć ich oglądających telewizję, grających w gry na komputerze czy też zasiadających przy rodzinnej kolacji. Fajnym motywem jest zapalona mała lampka z abażurem, stojąca w bardzo wielu oknach.
Nasz spacer zakończyliśmy tam, gdzie zaczęliśmy ten dzień, czyli na dworcu Nyköping, z którego wróciliśmy do hostelu i poszliśmy spać.
Ciąg dalszy w następnym wpisie.

Poranek dnia drugiego przypominał "dzień świstka", bo rozpoczęliśmy go tak samo jak w piątek czyli od wypicia kawy w recepcji. Po powrocie do pokoju spakowaliśmy się, a nieco później kartą uregulowaliśmy należność za dwie noce czyli 830 SEK. W tym miejscu wypada napisać kilka słów o samym Railway Hostel.
Jak nazwa wskazuje nie jest to hotel i większość gości zatrzymuje się tu tylko na jedną noc, będąc w podróży i oczekując np. na lot na Ibizę. W związku z tym nie należy spodziewać się nie wiadomo czego. Pokoiki są małe i skromnie urządzone, a toalety i prysznice mieszczą się na korytarzu. Wszędzie jest czysto, a dodatkowe zalety to bliskość lotniska i centrum miasta oraz jak na szwedzkie warunki niska cena.

Na ten dzień mieliśmy zaplanowaną wycieczkę rowerową po okolicy. Jeszcze przed wyjazdem skontaktowaliśmy się z centrum turystycznym w Nyköping, w którym można wypożyczyć rowery. Poprzedniego dnia podczas spaceru po centrum potwierdziliśmy ceny i ostatecznie stanęło na tym, że za pół dnia czyli do czterech godzin zapłacić trzeba 60 SEK od roweru, a wypożyczenie roweru na cały dzień (do 8 godzin) to wydatek 100 SEK.
Zanim jednak dotarliśmy do centrum turystycznego wpadliśmy na chwilę do McDonald'sa aby skorzystać z dostępu do Internetu.
Rowery wypożyczał nam bardzo miły pan, który jak się okazało spotkał nas już dzień wcześniej na dworcu i myślał, że wybieramy się do Sztokholmu. Ponieważ widział, że nie wsiadamy do wagonów, to pomyślał, że jesteśmy zagubionymi turystami, a ponieważ pociąg zaraz odjeżdżał, to nie zdążył do nas zagadać no i nam pomóc. Jakoś nie wpadł na to, że są tacy turyści, którzy chodzą na dworce tylko po to aby zobaczyć punktualnie odjeżdżące pociągi;-)
Trasy naszej rowerowej wycieczki nie mieliśmy wcześniej zaplanowanej, ot tak chcieliśmy sobie pojeździć po okolicy. Dzień wcześniej w porcie trafiliśmy jednak na znak i mapę czegoś w rodzaju ścieżki zdrowia i rowerowej zarazem, która prowadziła zarówno po jak i poza miastem, więc postanowiliśmy przejechać się tą trasą.

Z centrum dotarliśmy do portu, a stamtąd pojechaliśmy wzdłuż wybrzeża, gdzie po drodze mijaliśmy fajne letniskowe domki do wynajęcia.
Później odbiliśmy w kierunku lądu i przejeżdżaliśmy przez sympatyczne osiedla mieszczące się na przedmieściach Nyköping.

W końcu dotarliśmy znowu do centrum, gdzie odwiedziliśmy miejsca poznane już wczoraj czyli zabytkowy młyn oraz zamek Nyköpinghus.
Młyn jest malowniczo położony na zakolu rzeki, która została tu spiętrzona śluzami, tworząc coś na wzór maleńkiego wodospadu. W budynku młynu mieści się obecnie restauracja, a dawne koła młyńskie można podziwiać wystawione opodal.
Nieco dłuższy postój, zrobiliśmy sobie przy zamku, a właściwie obok stawu pod zamkiem, podziwiając malowniczy widok na tryskającą ze stawu fontannę, kwitnące lilie wodne, pływające kaczki i wygrzewającego się na łące łabędzia.
Skorzystaliśmy też z okazji i weszliśmy na dziedziniec zamkowy, do którego wejścia strzeże wielka drewniana brama, która poprzedniego dnia była zamknięta. Stamtąd pojechaliśmy jeszcze zobaczyć dworzec kolejowy oraz hostel, w którym mieszkaliśmy.
Do centrum miasta wróciliśmy ta samą trasą, którą zwykle pokonywaliśmy na nogach. Dzięki temu mogliśmy się przejechać się główna ulicą Västra Storgatan i poczuć się jak prawdziwi mieszkańcy Nyköping, których wielu porusza się po mieście właśnie rowerami.
Przy dojeździe do centrum turystycznego spotkaliśmy pana, który specjalnie przyjechał odebrać od nas klucze do rowerów mimo, że od dwóch godzin już nie pracował. Dziękujemy;-)


Nieco obolali po wycieczce rowerowej poszliśmy do McDonald'sa na internet, kawę oraz jabłkowego paja;-)

Resztę czasu w Nyköping spędziliśmy na ławce obok stawu pod zamkiem, gdzie kilka godzin wcześniej odpoczywaliśmy podczas rowerowej wycieczki.
Stamtąd poszliśmy na dworzec autobusowy, skąd autobusem 515 odjechaliśmy na lotnisko.

Smutno nam było odjeżdżać. Po drodze mijaliśmy ulice, dworzec, hostel i powoli za nami pozostawało miasteczko, w którym bardzo miło spędziliśmy czas, a do którego najprawdopodobniej już nie wrócimy, no chyba, że przejazdem w drodze z lub do Sztokholmu, który być może kiedyś odwiedzimy. Kilka minut przed 22 - gą odlecieliśmy do Katowic.
